Henryk | Sowy nie są tym, czym się wydają
816
single,single-post,postid-816,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,vertical_menu_enabled, vertical_menu_transparency vertical_menu_transparency_on,qode-title-hidden,side_area_uncovered_from_content,qode-theme-ver-9.5,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive
PawelDudziak

Sowy nie są tym, czym się wydają

Paweł Dudziak

27.05.2017-13.06.2017

Paweł Dudziak to minimalistyczny poszukiwacz. W cyklu kilkunastu czarno-białych fotografii pozornie zdecydował się na związek monogamiczny. Jest to relacja z aparatem kompaktowym o stałoogniskowym obiektywie – jedna ogniskowa i żadnej więcej. Ale jak to się mówi – jakość, nie ilość. Jednak swoją wierność Dudziak odbija sobie dublowaniem obrazów fotograficznych. Tyle, że te dublety nie mają nic wspólnego z prostym podwojeniem – są poszukiwaniem drugiej strony tego, co dobrze znane. Czasem, żeby ją odnaleźć trzeba wejść za czerwoną zasłonę – „Special agent, are you there?”.

Pary fotografii, niekiedy dla urozmaicenia, łączą się we wdzięczne trójkąty. Ale niezależnie od konfiguracji ich wspólnym mianownikiem jest osobliwe niedopowiedzenie – to ten rodzaj niedomówienia, który tylko podkręca relację. Jedno ze zdjęć przedstawia na przykład detal łazienkowych płytek, a tuż za nim rozciąga się kadr z popękanym brukiem. I paradoksalnie – ta sterylna czystość wywołuje większy niepokój niż rozpadająca się, zdegradowana powierzchnia. Zastanowienie budzą również ciemne plamy na chodniku z kolejnej fotografii. Albo samotny słup stojący w oświetlonej słońcem trawie – zapowiedź ogrodzenia, które nigdy nie powstało. W innym miejscu odnajdujemy odwrotność tej sceny – ogołocony z liści kikut młodego drzewa, wyłaniający się z ciemności niczym pokraczny totem. Bo to właśnie zderzenia jasności i mroku tworzą strukturę i budują atmosferę fotografii Dudziaka. Odnajdujemy w nich spokój oraz ciszę, które jednak nie mają w sobie nic z ukojenia – to raczej napięcie generowane przez coś, co się za chwilę wydarzy, albo już się wydarzyło. Fotografowi nie zależy na uchwyceniu decydującego momentu ani na tworzeniu fantazmatycznych scenariuszy. Skupia się raczej na subtelnych zwiastunach albo chłodnych dowodach wydarzeń zaistniałych się w porządku czasu, pozbawionego teraźniejszości.

Wystawa staje się poczekalnią. Miejscem, w którym doświadczamy nieobecności. Paweł Dudziak trochę po omacku, ale za to z dużą dozą intuicji stara się nas przeprowadzić przez te nawarstwiające się odrealnione obrazy A jeśli stracimy go z oczu – no cóż, nie pozostanie nam nic innego jak spotkać się ponownie za 25 lat. W końcu ta guma, którą tak lubimy znowu będzie modna.

tekst: Katarzyna Oczkowska
partner: Fundacja Sztuk Wizualnych, lablab