Henryk | Witamy w krainie, gdzie Cygan ginie
900
single,single-post,postid-900,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,vertical_menu_enabled, vertical_menu_transparency vertical_menu_transparency_on,qode-title-hidden,side_area_uncovered_from_content,qode-theme-ver-9.5,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive
Krzysztof Gil

Witamy w krainie, gdzie Cygan ginie

Krzysztof Gil

1.06.2018-23.06.2018

Antyromskie ustawodawstwo, jak również partykularne akty prawne skierowane przeciwko prowadzącej nieosiadły tryb życia ludności romskiej, uzasadniające i uprawomocniające zwyczajową dotąd niechęć w stosunku do niej i jej prześladowania, zaczęto opracowywać i wydawać w Zachodniej Europie w epoce wczesnonowożytnej. Adam Bartosz w swojej książce Nie bój się Cygana. Na dara Romestar wymienia tylko niektóre z nich. Według badacza i znawcy historii Romów pierwsze antycygańskie i antyegipskie – jak je wówczas nazywano – ustawy wydane zostały w Lucernie w 1471 roku i zakazywały Romom przebywania na terenie Szwajcarii. Pod koniec XV wieku pod groźbą kary cielesnej i zniewolenia zakazano wędrownego trybu życia Romom na terenie dzisiejszej Hiszpanii. Początek XVI wieku naznaczony został natomiast przez antyromskie prawodawstwo cesarza Maksymiliana I Habsburga, w świetle jakiego schwytanych na terenach Cesarstwa Romów poddawano torturom i eksterminowano. W 1530 roku wygnano ich z mocy prawa z Anglii, dziesięć lat później ze Szkocji. Akty ekspulsji wydawane były w XVI wieku, między innymi, jeszcze w Danii, Finlandii i Francji.
Prześladowania Romów w świetle i majestacie prawa osiągnęły jednak punkt kulminacyjny w kolejnych stuleciach – w XVII i XVIII wieku. To bowiem wówczas dochodziło w krajach niemieckich oraz Zjednoczonych Prowincjach Niderlandzkich do tzw. Heidenjachten, polowań na Romów. Polowania na Romów podróżujących na swoje nieszczęście przez tereny objęte zakazem ich przebywania na nich, lub ukrywających się przed prześladowaniami przybierały formę myśliwskiej nagonki, dostarczając nierzadko rozrywki myśliwym. Jako dowód w sprawie Adam Bartosz przytacza fragment pewnej siedemnastowiecznej kroniki niemieckiej, w której czytamy relację z jednego z polowań: „ustrzelono pięknego jelenia, pięć saren, trzy spore odyńce, dziewięć mniejszych dzików, dwóch cyganów, jedną cygankę i jedno cyganiątko”.
To ten właśnie kronikarski zapis, jak również relacje o arystokratycznych kolekcjach obciętych członków, nosów i uszu schwytanych podczas takich polowań Romów, a eksponowanych później w gabinetach osobliwości lub pałacowych salach z trofeami myśliwskimi, które źródłowo uchwytne są jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku, stały się inspiracją dla pracy Krzysztofa Gila.
Ten polsko-romski artysta stworzył rodzaj instalacji, na którą składa się zaprojektowane i wybudowane przez niego sześcienne pomieszczenie oraz dźwięk. Sklecona z przypadkowych kawałków drewna i materiału kubiczna buda nawiązuje kształtem, wymiarami i techniką wykonania do tradycyjnych, ubogich i tymczasowych domów budowanych przez zmarginalizowanych przez prawo i społeczeństwo Romów. Z drugiej strony, powtarzając paradygmatyczny kształt białego sześcianu galerii, konstruuje dosłownie szkatułkową sytuację, w której stawia odbiorców. Sześcienna instalacja okazuje się bowiem po wejściu do niej samowystarczalną przestrzenią ekspozycyjną, której wyciemnione wnętrze zdaje się być dialektyczną antytezą przestrzeni galerii.
We wnętrzu tej jednoizbowej przestrzeni Krzysztof Gil umieścił panoramiczny obraz. Na cylindryczną panoramę składa się majestatyczny i monumentalny, wykonany białą kredką na czarnym tle rysunek ukazujący scenę pokotu. Ten utrzymany w konwencji przedstawieniowej myśliwskich trofeów obraz zbudowany został z konterfektów wytwornych kobiet i mężczyzn, ubranych w nowożytne stroje myśliwych i ich towarzyszek. Wszystkie wykorzystane przez artystę wizerunki zostały przez niego zawłaszczone z malarstwa dawnych mistrzów. W otaczającej ciemności światło wydobywa miarowo postaci, których pierwowzory identyfikujemy a to z członkami amsterdamskiej gildii chirurgów malowanymi przez Rembrandta, a to z Ireną pochyloną nad ciałem świętego Sebastiana z obrazu Georges’a de la Toura. W centrum kompozycji, pomiędzy złowionymi zwierzętami, złożony został pozbawiony twarzy, gdyż ukazany w profil perdu, tors anonimowego, ustrzelonego Roma.
Wykorzystana przez Krzysztofa Gila konwencja appropriation uhistoryczniając pracę, stanowi jednocześnie sarkastyczny, utrzymany jakby w duchu Regera z Dawnych mistrzów Thomasa Bernharda komentarz na temat sztuki europejskiej jako malowanych jasnymi barwami dziejów i oskarżenie rzucone pod jej adresem. Z drugiej strony, za pomocą towarzyszącego temu, co widać dźwięku, zamierzchła historia zostaje zestawiona ze współczesnością i prywatną, rodzinną historią samego artysty.
Towarzysząca nam bowiem podczas oglądania panoramy ścieżka dźwiękowa to fragmenty zapisu rozmowy Krzysztofa Gila, jaką przeprowadził z własną babką. Opowiada ona o swoim zamordowanym na Podhalu po wojnie ojcu – muzyku i murarzu, który zginął za to, że śmiał zwrócić uwagę na źle wykonaną pracę swoim polskim współpracownikom. Przybyli na miejsce zdarzenia milicjanci i lekarze stwierdzili nieszczęśliwy wypadek. Sprawcy pozostali bezkarni.
Rodzinna historia artysty, która została tutaj połączona z wydarzeniem opisanym w siedemnastowiecznej kronice, ukazuje, że rytualne Heidenjachten nie są wcale zamkniętym rozdziałem historii, a przemoc antyromska jest wciąż zjawiskiem nagminnym. Świadczy o tym także tytuł wystawy, który zapożyczyliśmy ze znalezionego w Internecie współczesnego zdjęcia przedstawiającego napis na murze w jednym z polskich miast. Farba zdawała się być wciąż mokra.

kurator: Wojciech Szymański

koordynator: Aleksander Celusta

projekt graficzny: Renata Motyka